Historia kowalstwa w Polsce — od dymarek po Wyspiańskiego
Kowalstwo to jeden z najstarszych zawodów świata — na tyle powszechny, że dał Polsce jej najpopularniejsze nazwisko. Zanim w naszej pracowni rozpalimy palenisko, warto wiedzieć, na czyich ramionach stoimy.
Żelazo znad Łysogór
Dzieje polskiego kowalstwa zaczynają się od materiału. Żelazo znano na naszych ziemiach już około VII wieku p.n.e., a największym starożytnym zagłębiem hutniczym Europy poza imperium rzymskim był region świętokrzyski. Rudę wytapiano tam w dymarkach — glinianych piecach jednorazowego użytku, z których po rozbiciu wyjmowano łupkę: gąbczastą bryłę żelaza wymagającą długiego przekuwania. Każdy kilogram metalu był efektem dni pracy — nic dziwnego, że kowal, który potrafił zamienić go w narzędzie, ozdobę albo broń, cieszył się szacunkiem graniczącym z zabobonnym lękiem.
Przez stulecia technika szła naprzód: w XIII wieku młoty kowalskie zaczęła napędzać woda, a około 1610 roku nad rzeką Bobrzą pod Kielcami stanął pierwszy na ziemiach polskich wielki piec. Kowalstwo artystyczne mogło się rozwijać, bo materiału było coraz więcej — choć jego jakość, o czym przekonujemy się przy renowacjach zabytkowych ogrodzeń, bywała bardzo różna.
Romańskie początki: Czerwińsk
Najstarszym wielkim zabytkiem polskiego kowalstwa artystycznego są XII-wieczne okucia drzwi bazyliki w Czerwińsku nad Wisłą. Kowal ułożył kute sztabki w kompozycję opartą na motywie koła, dodając stylizowane liście i sierpowate zawijasy — dzieło na tyle oryginalne, że historycy sztuki do dziś nie wskazali dla niego zagranicznego pierwowzoru. To ta sama epoka, w której powstała słynna krata katedry Notre-Dame w Paryżu; polski warsztat nie miał się czego wstydzić.
Gotyk: kraty, plecionki i cechy
Średniowiecze przyniosło rozkwit krat — kutych z pełnego, graniastego pręta, przeplatanych w geometryczne wzory. Znakomite przykłady zachowały się w Żarnowcu i Opatowie, a przede wszystkim w Toruniu: kraty z kościoła świętojańskiego należą do najlepszych realizacji gotyckiego kowalstwa w tej części Europy. W XIV wieku rzemiosło okrzepło organizacyjnie — powstały cechy kowalskie, z czasem wyodrębniły się z nich specjalizacje: ślusarze, płatnerze, gwoździarze. Kute kraty okienne wykonujemy zresztą do dziś — technika przeplotu niewiele się zmieniła od sześciuset lat.
Renesans i barok: złoty wiek gdańskich mistrzów
W XVI i XVII wieku stolicą polskiego kowalstwa artystycznego był Gdańsk. Tamtejsze warsztaty, łączące wpływy włoskie i niderlandzkie, wykonywały kraty, okucia i wyroby, którymi miasto płaciło nawet w kontaktach z dworem królewskim. Barok dołożył do repertuaru woluty i liście akantu, a kraty pałacowe i kościelne — jak słynna krata z orłami w katedrze gnieźnieńskiej — stały się pokazem możliwości mistrza: im bardziej skomplikowany przeplot, tym większa chwała warsztatu. Ciekawostka epoki: dekorowaną stronę kraty zwracano ku ważniejszej stronie wnętrza, więc po ornamentach można dziś czytać dawną hierarchię przestrzeni.
Rokoko i wiek pary
Rokoko rozmiłowało się w liniach litery C, muszlach i „kogucich grzebieniach" — warszawskie kraty z kościołów Sakramentek i Nawiedzenia NMP pokazują tę lekkość w pełnej krasie. Ale ten sam XVIII wiek przyniósł kowalstwu groźnego konkurenta: żeliwo. Odlew był tańszy i szybszy, a XIX-wieczne warszawskie odlewnie — Drewsa, Mintera, wytwórnia Łopieńskich — zalały miasto seryjnymi balkonami i ogrodzeniami. Kowalstwo ręczne zeszło do niszy, w której zresztą tkwi do dziś — i w której czuje się najlepiej.
Młoda Polska: kowalstwo jako sztuka
Odrodzenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony — od malarzy. Stanisław Wyspiański zaprojektował kutą balustradę klatki schodowej Domu Towarzystwa Lekarskiego w Krakowie (1904–1906), z motywem kasztanowych liści, dowodząc, że kuty metal może być pełnoprawnym tworzywem sztuki, a nie tylko rzemiosła. Secesja na kilka dekad przywróciła balustradom rangę dzieła — i z tego dziedzictwa czerpiemy do dziś.
Kowalstwo dziś
Współcześnie w Polsce działa około tysiąca pracowni kowalskich, a środowisko skupia Stowarzyszenie Polskich Artystów Kowali. Paradoksalnie epoka betonu i stali konstrukcyjnej okazała się dla kowalstwa artystycznego łaskawa: im więcej wokół seryjności, tym cenniejsza staje się rzecz wykuta ręcznie, w jednym egzemplarzu.
